piątek, 9 sierpnia 2013

Rozdział #1.

Pip, pip, pip, pip, pip !
Szeroko otworzyłam oczy i zdezorientowana rozejrzałam się po pokoju, złapałam budzik i rzuciłam nim jak najdalej potrafiłam. Usatysfakcjonowana z mojego czynu usiadłam na łóżku i przeciągnęłam się ziewając. Przez uchylone okno do pokoju wpadały ciepłe promienie słoneczne, które drażniły moje oczy. Energicznie wstałam z łózka i idąc w kierunku okna zamknęłam je, po czym zasłoniłam bezową zasłonką. Poszłam do łazienki, wzięłam zimny prysznic, który miał jeszcze bardziej mnie ożywić. Po zakończonej porannej toalecie, ubrania i gotowa na dzień zeszłam na dół. W kuchni krzątała się mama, która jak zawsze przygotowywała śniadanie dla całej rodziny. Tata mocowała się jak zawsze z krawatem w holu, a Jeremi siedział w salonie przed telewizorem i już zjadała pierwsze tosty.
- Dzień dobry. - powiedziałam wchodząc do kuchni i całując mamę w policzek. - Pomóc ci z czymś ? - zwróciłam się do kobiety.
- Właśnie kończę Eleno, możesz wziąć te dwa talerze, wskazała ruchem głowy na dwa talerze parujących tostów z serem i szynką. Zaniosłam je na stół, który znajdowała się pomiędzy salonem a kuchnią, tata zasiadał do stołu, mama zawołała Jera i wszyscy rozpoczęliśmy wspólne śniadanie. Szybko zjedliśmy, pozbierała naczynia i wstawiłam jej do zmywarki, rodzice wsiedli w samochód,jechali do miasta załatwić parę spraw związanych z przeprowadzką, a ja z bratem zostaliśmy w domu. Jeremi poszedł na górę, a ja dokończyłam sprzątać po śniadaniu, gdy w kchni i jadalni panowała porządek, również poszłam na górę do mojego pokoju. Zaczęłam rozpakowywać parę pudeł, które jeszcze zostały z przeprowadzi i stały pod ścianą. Kończyłam wypakowywać ostatnie pudło, kiedy usłyszałam jak rodzice otwierają drzwi i wchodzą do domu. Szybko wyjęłam zawartość ostatniego pudełka i zbiegłam na dół. Tata poszedł do sypialni, która była zarówno jego biurem. Mama wzięła się za przygotowywanie obiadu, uśmiechnęłam się do niej i pomogłam jej w kuchni tak minęło mi południe, zjedliśmy razem obiad. Wieczór zapowiadała się również w gronie rodziny. Wraz z bratem usiedliśmy przed telewizorem i zaczęliśmy oglądać kreskówki, tata usiadł w fotelu i czytał gazetę, a mam sprzątała po obiedzie. Rozległ się dzwonek do drzwi, po chwili mama weszła do salonu z dwoma kobietami, jedna z kobiet była blondynką o krótkich włosach, była w wieku moich rodziców, druga blondynka była dziewczyną w moim wieku. Tata spojrzała na starszą kobietę i promienny uśmiech zagościł na jego twarzy, a my z bratem przerwaliśmy oglądanie telewizji i przyglądaliśmy się zaistniałej sytuacji.
-Liz jaki miło cie widzieć. - powiedział tata, odkładając gazetę i podchodząc bliżej starszej kobiety.
-Też się ciesze, że was widzę. Może porozmawiajmy na osobności wasze przybycie do miasta wiąże się z waszymi wcześniejszymi obowiązkami, mam nadziej że podejmiecie się zadania ? - zapytała blondynka, była ubrana w mundur policjanta i miała przyczepiona odznakę szeryfa. - Caroline poznaj się z Eleną. - wydała polecenie córce, która entuzjastycznie do mnie podeszła.
- Cześć, nazywam się Caroline Forbes. - oznajmiła podając mi rękę odruchowo ją ścisnęłam. - Ty jesteś Elena Gilbert, miło cie poznać. Masz może plany na dzisiejszy wieczór ? - zapytała nastolatka.
- Nie, ale..
-To świetnie, bo w miejscowym barze, odbywa się impreza z okazji końca wakacji, co prawda mamy jeszcze tydzień, ale Grill urządza ta imprezę wcześniej. I skoro jestem przewodniczącą szkoły i przewodniczącą młodzieżowej rady miasta, mam obowiązek cie zaprosić, przyjdziesz ? - powiedział to prawie jednym tchem.
- Nie wiem, dopiero co przyjechałam. Nie znam nikogo. - próbowałam się wykręcić za wszelka cenę, chciałam ten wieczór spędzić w gronie rodziny.
-Znasz mnie, a to już coś sama tam nie będziesz, poznasz wiele ludzi i dobrze się zabawisz. Nie pożałujesz ! -dodała na zachętę.
- Nie jestem pewna.. - powiedziałam szukając kolejnych powodów, aby się wymigać.
Do salonu weszli moi rodzice i mam Carolina, najwidoczniej załatwili swoje sprawy. Pani Forbes kiwnęłam na Caroline głową i dziewczyna wstała idąc wraz z matką w kierunku wyjścia.
-Przyjdź, będzie fajne o 19.10 w Grillu, jeśli dojdziesz do centrum do  tam znajdziesz niewielki budynek z neonem na dachu "Mistic Grill". - szybko poinformowała mnie i zniknęła za drzwiami.
-Elena masz zamiar iść ?- zapytał podejrzliwie tata.
-Nie wiem, nie mam na imprezę dzisiaj ochoty. - odpowiedziałam niepewnie.
-El, nie zachowuj się jak staruszka młodzi jesteśmy musimy się wyszaleć. - powiedział brat i klepną mnie po ramieniu. -Ja mam zamiar iść, chce poznać jakiś rówieśników, nie mam zamiaru ostatniego tygodnia spędzić przed kanapą. -powiedział, wstał z kanapy i popędził na górę.
-Eleno, twój młodszy brat ma racje. -powiedziała mama z czułym uśmiechem. - Poznasz swoich rówieśników, zaprzyjaźnisz się z Caroline, w końcu to córka naszej starej znajomej miło by było gdybyście się przyjaźniły. -dodała mama zachęcając mnie.
-Oj, dobrze pójdę już i tak nie miałam nic do roboty. -odpowiedziałam z niechęcią w głosie i poszłam na górę się szykować. Była godzina 18.00, miałam trochę czasu. Wzięłam szybki prysznic, założyłam krótkie miętowe szorty, czarną koszulkę z napisem "be-happy" i białe trampki, które były już trochę stare i zniszczone. Wysuszyłam włosy i lekko pofalowałam lokówką, zrobiłam trochę mocniejszy makijaż, niż ten na co dzień i podziwiałam efekt końcowy. Nieźle wyszło, byłam zadowolona z mojej pracy. Patrzyłam się w lustro pozując jak modelka, "El ale ty wyglądasz" usłyszałam głos, rozejrzałam się po pokoju, ale nikogo nie było, a drzwi były zamknięte. Spojrzałam na moje odbicie, które nie zachowywało się tak jak ja, dziewczyna stała bardziej na luzie i żuła gumę.
-Ty to powiedziałaś ?- zapytałam z niedowierzaniem, ale innego wyjścia nie było.
-Tak, jeszcze ci to jakoś udowodnić ?-zapytała.
-Nie, ale jak to możliwe ?-zapytałam cały czas nie wierząc w całą sytuacje.
-Normalnie, miałam dość siedzenia i patrzenia jak się zmieniłaś, to że wyjechałaś z Seattle, nie znaczy że masz swoje całe życie zniszczyć. -powiedziała uśmiechając się podstępnie. -Słuchaj się mnie, a wszystko wróci do normy, a nawet będzie lepiej. -dodała jeszcze bardziej się uśmiechając.
-Coś tak czuje, że to się źle skończy.
-Nie tragizuj, El. Co się z tobą porobiło ?- zapytała dziewczyna śmiejąc się.
-Nic. Może trochę się zmieniłam, ale nic takiego. -odpowiedziałam nie widząc problemu. -To, że czasami zatroszczę się o rodzinę i zrezygnuje z kilku imprez to nie znaczy że się zmieniła. - powiedziałam podnosząc głos.
-Oj tam, oj. Lepiej kończmy ta dyskusje bo się spóźnisz na imprezę, a wtedy nie dałabym ci spokoju. -powiedziała śmiejąc się.
Ohh, westchnęłam i odkręciłam się aby ze stolika nocnego sięgnąć mój telefon i portfel, spojrzałam ponownie na lustro, moje odbicie znowu wyglądało normalnie. Przejrzałam się jeszcze raz, poprawiłam włosy i wyszłam, była 19.00. Zeszłam na dół po schodach, taty nie było, pomyślałam że jest w swojej sypialni, a mama siedziała przy stole w jadalni i czytała gazety.
-Mamo wychodzę !- krzyknęłam stojąc w holu.
-Może cie pod wieść ?- zapytała mama odkrzykując mi.
-Ok .- zgodziłam się i usłyszałam jak mama wstaje z krzesełka i już po chwili stała obok mnie z kluczykami w ręku.
-Jedziemy .-oznajmiła.
-A Jer ?- zapytałam.
-Już poszedł .-odpowiedziała mama i wyszłyśmy zatrzaskując drzwi.
Wsiadłyśmy w samochód i ruszyłyśmy w stronę centrum, mama wysadziła mnie pod barem.
- Dziękuje mamo i nie przyjeżdżaj po mnie, przyjdę pieszo. -oznajmiłam wysiadając z samochodu.
- Dobrze, miłej zabawy. -odpowiedziała mama.
Ruszyłam przed siebie, muzyka już dochodziła do moich uszu. Stałam pewnie, zdecydowanym krokiem i z podniesiona głową. Minęłam grupkę nastolatków stojących przed barem, kilka chłopaków się na mnie obejrzało, parę dziewczyn zaczęło szeptać, a jakiś chłopak zagwizdała. Udawałam, że mnie to nie dotyczy i wreszcie dotarłam do drzwi Grilla, pewnie popchnęłam jedną połówkę drzwi i weszłam do środka. W pomieszczeniu było pełno ludzi, w moim wieku, niektórzy starsi lub młodsi. Zaczęłam rozglądać się za jakimś wolnym miejscem, przy barze jak na zawołanie znalazło się miejsce, zaczęłam iść w jego kierunku, w połowie drogi przede mną ustała Caroline entuzjastycznie się uśmiechając.
- Kochana, jednak przyszłaś. -powiedziała i poklepała mnie po ramieniu.
- Taak, jesteś naprawdę przekonująca.. -odparłam, to nie była prawda ale chciałam zrobić blondynce przyjemność.
- Wiem jestem bardzo przekonująca. -odparła uśmiechając się i poszła dalej.
Spojrzałam na miejsce, które wcześniej wypatrzyłam. Nadal było puste, szybszym krokiem ruszyłam w stronę miejsca, nie chciałam żeby ktoś mnie teraz zagadywał i nie chciałam stracić takiej dobrej miejscówki. Doszłam na miejsce, usiadłam na wysokim stołku, po paru minutach podszedł do mnie kelner, uśmiechną się.
- Co zamawiasz ?- zapytał.
- Na razie wodę z cytryną.- odpowiedziałam bez dłuższego namysłu.
Kelner jeszcze raz się uśmiechną i po paru minutach przyniósł moje zamówienie, postawił. Wzięłam pierwszy łyk i rozejrzałam się po lokalu. Chciałam upić kolejny łyk wody, ale ktoś popukała mnie po plecach. Odwróciłam się za siebie, stała przede mną bardzo ładna, czarno włosa mulatka o brązowych oczach. Miała miły uśmiech i wyglądała naprawdę ładnie, ubrana była w szarą koszulkę i czarne spodenki 3/4. Podała mi rękę, a ja odwzajemniłam uścisk dłoni.
- Hej, jestem Bonnie Bennett, a ty ta nowa ? -zapytała. - Przepraszam, a ty jesteś Elena ? -poprawiła się, wcale mi nie przeszkadzało że powiedziała "ta nowa".
- Cześć, miło cie poznać. I nic nie szkodzi, że nazwałaś mnie "nowa". -odpowiedziałam upijając łyk wody, obok mnie zwolniło się miejsce Bonnie je zajęła.
- I jak ci się u nas podoba ? Wiem trochę głupie pytanie, jesteś tu dopiero pierwszy dzień. - zapytała i poprawiła swoją wypowiedź lekko unosząc brwi.
- Jest dobrze, ale fakt nic tu jeszcze nie widziałam, a gdyby nie Caroline i jej mama nigdy bym tu nie przyszła. -odparłam.
- Achh, to wszystko tłumaczy, czyli znasz już Caro ?
- Taak, nie znam tu nikogo oprócz ciebie i Caroline. -odpowiedziałam wzruszając ramionami jakby wcale mi na tym nie zależało.
Bonnie się obróciła na krześle w stronę wnętrza baru, a ja zrobiłam to samo. Zbliżyła się trochę do mnie i dyskretnie pokazała bruneta, który flirtował z jakąś dziewczyną.
- To jest Tyler Lockwood, syn burmistrza, lepiej na niego uważaj, bo będzie pewnie cię podrywał. Ta dziewczyna z która rozmawia to Vickey Donavan. Vickey bierze narkotyki i dużo pije, więc lepiej jej schodzić z drogi. Caroline już znasz, Matt to ten blondyn, który gra w bilard. Matt, jest opiekuńczy i miły, dżentelmen, a nie jak ten cały Lockwood- prychnęła i popatrzyła na mnie z uśmiechem -przerwała nagle aby złożyć zamówienie, zamówiła sok.
- To są bracia Salvatore. -powiedziała dyskretnie pokazując na dwóch chłopaków wchodzących do baru. -Cholernie przystojni i cholernie tajemniczy. Brunet to Damon, a ten drugi to Stefan. Są swoimi przeciwieństwami, Stefan ma brązowe włosy i zielone oczy, a Damon ma włosy czarne jak smoła i błękitne oczy. Młodszy Salvatore czyli Stefan jest miły, uczynny, a starszy to wcielony diabeł… może właśnie dlatego co noc ma w łóżku inną, kobiety pociąga niebezpieczeństwo i jego nieziemski wygląd- uśmiechnęła się do mnie figlarnie i mrugnęła, odwzajemniłam uśmiech.
- A tobie, który się bardziej podoba ?- zapytała po pewnej chwili i upiła łyk swojego zamówienia,które właśnie przyniósł kelner.
- Żaden. -odpowiedziałam obojętnie i spojrzałam ukradkiem na chłopców.
Byli przystojni, ale wygląd to nie wszystko, może przed przeprowadzką byłam bardziej imprezowa i na pewno teraz moja odpowiedź brzmiała by inaczej, ale teraz się zmieniłam i nie chciałam szukać chłopaka jak na razie.
- Ty serio mówisz ?- zapytała z niedowierzaniem Bonnie.
- Tak, może i są przystojni ale wygląd to nie wszystko. -odparłam oschle.
- Jak tam chcesz. -odpowiedziała mulatka i wypiła całą zawartość swojej szklanki.
Bonnie nagle szturchnęła mnie w brzuch, spojrzałam się na nią zdezorientowana.
- Eleno, oni idą w naszą stronę, naprawdę. -odpowiedziała jakbym miała jej nie wierzyć.
- Niech idą. -powiedziałam tym faktem nie poruszona.
- I tyle ?- zapytała Bonnie. - Nie wiem jak ty to robisz, że oni nie wywołują u ciebie żadnego zainteresowania.
- Normalnie, żadna filozofia. - odpowiedziałam płacąc za zamówienie i wstając z krzesełka.
- A ty gdzie ?- zapytała Bonnie.
- Idę się przewietrzyć, a ty rób co chcesz- popatrzyłam na nią i starałam się uśmiechnąć dopingująco- zostań, przynajmniej nie wyjdziesz z imprezy sama. - powiedziałam na zachętę.
Brązowo oka spojrzała się na mnie poważnie, po czym uśmiechnęła się i poprawiła włosy jednym szybkim ruchem.
- Świetnie, są twoi. -szepnęłam i odwróciłam się. Wpadłam na kogoś z rozpędu, podniosłam głowę. No super, to był nie kto inny jak Damon Salvatore, nie miałam ochoty na poznawanie go, chciałam się trzymać od niego z daleka. Odsunęłam się i chciałam go wyminąć z obojętną miną, ale mi zaszedł drogę.
- Witam jestem Damon Salvatore- wziął moją rękę i pocałował jej wierzch, stanowczo ją wyrwałam. Popatrzyłam na niego obojętnie i z wyższością. Chciałam przejść, ale Damon znów mi zagrodził przejście, spojrzałam na niego.
- Przepraszam mogę przejść ?- zapytałam, chłopak się odsuną i ruszyłam ku drzwiom.
******************************************************************************
Cześć, obiecywałam długi rozdział i mam nadziej, że jest wystarczający.
Wiem źle to zakończyła, pozostawiłam was w takiej niepewności, ale musiałam to zrobić, bo za bardzo się rozpędziłam i przeszłabym do wydarzeń zaplanowanych w na drugi rozdział.
Mam nadziej, że rozdział przypadnie wam do gustu, możecie wiele się do wiedzieć o bohaterce i innych drugoplanowych bohaterach. Trochę wprowadziłam was w ten świat mojego opowiadania i mam nadziej że wam się podoba.
Do zobaczenia, zapraszam do przeczytania.
Polecam też przeczytanie prologu, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, tam możecie się dowiedzieć jak to się rozgrywa. 

Do następnego rozdziału. :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz